nasiona marihuany, nasiona konopi, thc-thc

Gambia – kraina uśmiechu

Gambia to maleńki kraj z wielką historią, położony w Afryce Zachodniej, wciśnięty wąskim klinem w Senegal. Kraj o jednym z najwyższych na świecie współczynników bezpieczeństwa. Wyjątkowy nie tylko na tle regionu, ale i całego kontynentu. Gambia to złociste plaże, aktywny wypoczynek, dzika przyroda, tajemnicze obrzędy i niezwykli ludzie. Dziennikarsko-fotoreporterskie trio podróżników: Magdalena Pinkwart, Sergiusz Pinkwart i Dominik Skurzak stworzyli pierwszy polski przewodnik po Gambii. Dziś prezentujemy jego fragment.

Korzenie

Dla roześmianych i pogodnych na co dzień Gambijczyków temat niewolnictwa jest wciąż drażliwy i bolesny. Traktują go niezwykle poważnie i lepiej o tym wiedzieć, by nie narazić się na krytyczne uwagi czy nieprzyjemne sytuacje. Musimy pamiętać, że choć Polska nigdy nie była mocarstwem kolonialnym, nie zajmowaliśmy się w przeszłości handlem „czarnym złotem Afryki” ani nie czerpaliśmy bezpośrednio korzyści z pracy niewolników na plantacjach i w kopalniach Nowego Świata, to jako Europejczycy będziemy postrzegani przez narody Afryki jako współwinni ich największego nieszczęścia. Dlatego należy zawsze zachowywać wielką delikatność, poruszając w rozmowie kwestię niewolnictwa. Bo była to rzeczywiście zbrodnia łamiąca na wiele pokoleń ducha ludzi, którym odmówiono człowieczeństwa i traktowano z pogardą jako pozbawioną wszelkich praw siłę roboczą. Przez 4 wieki z terenów dzisiejszej Gambii wywieziono do Europy i Ameryki prawie 3 mln ludzi. Szacuje się, że z całego kontynentu porwano 12 mln (Voyages: Trans-Atlantic Slave Trade Database, Emory University 2013, www.slavevoyages.org). Łatwy dostęp do wnętrza kontynentu zapewniała szeroka, żeglowna rzeka Gambia – dogodny szlak transportowy w pozbawionym dróg kraju. Aby lepiej zrozumieć, czym było dla Afrykańczyków niewolnictwo, należy wybrać się na jednodniową wycieczkę statkiem do Jufureh i na James Island, przemianowaną w ostatnich latach na Kunta Kinteh Island. To tam, w wojskowym forcie, po którym pozostały dziś już tylko ruiny pochłaniane każdego roku po kawałku przez erozję i zachłanną rzekę, można na własne oczy przekonać się, jak okrutnie przedstawiciele Europy obchodzili się z pierwotnymi mieszkańcami Afryki.

Warto tam pojechać również po to, by pójść śladami gambijskiego bohatera narodowego Kunta Kinte. I nie ma większego znaczenia to, że dzielny niewolnik, porwany za młodu i wysłany w kajdanach na plantację bawełny w Wirginii, w rzeczywistości najprawdopodobniej nigdy nie istniał. Główna postać bestsellerowej powieści Alexa Haleya Korzenie, zekranizowanej w 1977 r., zadomowiła się w lokalnej kulturze tak samo jak Robin Hood w lasach Sherwood czy wyrywany sobie nawzajem przez Polaków i Słowaków szlachetny zbójnik – Janosik.

Kunta Kinte

Alex Haley, autor wydanej w 1976 r. i nagrodzonej Pulitzerem powieści Korzenie, przyznawał, że jest to literacka fikcja, ale oparta na jego rodzinnej, przekazywanej z pokolenia na pokolenie legendzie. Amerykański czarnoskóry pisarz dopiero po latach przyznał, że brawurową historię życia swojego przodka jednak zapożyczył z książki Harolda Courlandera The African, choć ubarwił ją opowieścią, którą usłyszał od Kebby Kanjiego Fofany – poety i śpiewaka, którego poznał podczas wyprawy do swoich korzeni w gambijskiej wiosce Jufureh.

Kunta Kinte z plemienia Mandinka miał urodzić się około 1750 r. w wiosce Jufureh nad Gambią. Pewnego dnia siedemnastoletni młodzieniec wybrał się do lasu, by poszukać drzewa odpowiedniego do zrobienia bębna, który chciał ofiarować swojemu bratu. Osaczony przez łowców niewolników został przetransportowany na niesławną James Island – wyspę na Gambii, gdzie w lochach brytyjskiego fortu, w ścisku i fatalnych warunkach sanitarnych, trzymano niewolników, których co 2 tygodnie statki wywoziły na amerykańskie plantacje.

Podróż przez ocean była koszmarem: 3 miesiące pod pokładem w straszliwych warunkach, na głodowych racjach żywności i w kajdanach. Po dopłynięciu do amerykańskiego wybrzeża w stanie Maryland Kunta Kinte został sprzedany na plantację bawełny w Wirginii. Właściciel nadał mu nowe imię – Toby. Ale hardy niewolnik nie przyjął go i nie pogodził się z losem. Chciał walczyć o swoją wolność i szczęście. Cztery razy uciekał, za każdym razem coraz surowiej karany za niesubordynację. Za ostatnim razem został postawiony przed okrutną alternatywą – albo zostanie wykastrowany, albo kat utnie mu nogę. Kunta Kinte wybrał odrąbanie stopy, rezygnując z marzeń o wolności, ale całe swoje uczucia przelewając na niewolnicę Bell Waller, a następnie na ich córkę – Kizzy. Reszta książki Haleya to opowieść o kolejnych generacjach rodu Kinte, a w tle znalazła się historia walki o zniesienie niewolnictwa i segregacji rasowej w Ameryce.

Miniserial Korzenie wyprodukowany przez amerykańską telewizję ABC zdobył dziewięć nagród Emmy, Złoty Glob i Nagrodę Peabody’ego. W głównej roli zadebiutował LeVar Burton, dla którego ta rola była prawdziwą trampoliną do sukcesu.

Plażowy savoir-vivre

Pas piasku przy oceanie nie jest ogrodzony i dzięki temu turyści nie mają poczucia, że są zamykani w hotelowych „gettach”. Można swobodnie spacerować całymi kilometrami wzdłuż Atlantyku, jednak nie oznacza to, że nie obowiązuje tu swego rodzaju nieoficjalna rejonizacja. Wczasowicze są ważnym źródłem dochodu dla miejscowych, którzy przywykli do zdyscyplinowanych i niezbyt mobilnych gości z Wielkiej Brytanii, Holandii i Skandynawii.

Już pierwszego dnia, gdy tylko rozpakujemy walizki i wyruszymy na spacer nad ocean, podbiegnie do nas fruit lady. To nie tylko plażowa sprzedawczyni świeżych owoców, ale prawdziwa instytucja. Przedstawi nam się swoim imieniem i numerem stoiska (w razie gdybyśmy nie poradzili sobie z zapamiętaniem jej imienia). Obowiązuje niepisana, ale z żelazną konsekwencją przestrzegana zasada, że fruit lady, która pierwsza pojawi się przy świeżo przybyłych turystach, będzie ich obsługiwała do końca pobytu. Inne sprzedawczynie owoców na plaży będą respektowały jej prawo do pierwszeństwa i sprowadzą ją do nas, ilekroć najdzie nas ochota na sałatkę z pomarańczy, grejpfrutów, melonów, arbuzów, mango i papai. Regułą jest, że fruit lady obiera dla nas owoce i – na życzenie – kroi. Możemy jednak od niej kupić również obrane ze skórki pomarańcze (to obok orzeszków ziemnych najpopularniejsza gambijska przekąska) i spróbować je zjeść w taki sam sposób, w jaki to robią miejscowi: nadgryzając lub nacinając nożem czubek owocu i wysysając z niego sok.

Dopóki jesteśmy w pobliżu naszego hotelu, chroni nas autorytet naszej fruit lady. Podczas dłuższego spaceru będziemy się musieli jednak liczyć z tym, że swoje usługi będą nam oferować inne sprzedawczynie owoców, nie dowierzające naszym słowom, że w ich rewirach jesteśmy jedynie na krótkim spacerze. Koszt pełnej owoców tacy to 200–350 dalasi, czyli około 18–30 złotych. Takim zdrowym obiadem może się najeść cała rodzina i często turyści kupują świeże owoce zamiast jeść lunch w hotelowym barze all inclusive.

Niezbędnym uzupełnieniem fruit lady jest juice man – chłopak serwujący na plaży soki świeżo wyciśnięte z owoców. Orzeźwiające drinki kosztują już od 50 dalasi (4 złote). Tak jak w przypadku sprzedawczyń owoców, wyciskacze soków działają w ściśle wyznaczonych rewirach. Gdy zdecydujemy się na jednego, nie możemy być w stosunku do niego nielojalni. Zresztą pamiętajmy, że jest to dla niego ważna, całkowicie legalna praca, z której utrzymuje rodzinę.

Na plaży spotkamy też z pewnością dzieci sprzedające orzeszki ziemne. Ulubiona przegryzka Gambijczyków podawana jest w maleńkich woreczkach (porcja wystarcza akurat na zaspokojenie apetytu jednej osoby). Cena takiej przekąski to 5 dalasi (50 groszy).

Zasadniczo na plaży zarówno w dzień, jak i po zmroku, jest bezpiecznie. Tak jest zresztą w całej Gambii. Mimo to szczególnie kobiety powinny uważać na beach boys. To miejscowi przystojniacy, którzy z podrywania europejskich kobiet uczynili sobie sposób na wygodne życie. Szczególnie polują na starsze, samotne kobiety, które łatwo dają się omamić szarmanckim uwodzicielom. Czasem zależy im jedynie na tym, by kobieta kupiła im solidny obiad w dobrej restauracji. Ale najczęściej po prostu wyciągają ze swoich ofiar pieniądze dla „chorej matki” albo „na szkołę dla siostry”. Najlepiej ich ignorować. Możemy się wtedy narazić jedynie na obcesowe uwagi, ale nic więcej nam nie grozi.

Jedz jak Gambijczycy

Przy drodze mają swoje stragany sprzedawcy świeżych owoców i orzeszków ziemnych. Kupimy u nich (za równowartość 50 groszy) torebki orzeszków surowych, solonych i prażonych, a ponadto świeże owoce czy orzechy kokosowe obłupane i gotowe do picia (cena ok. 2,5 złotego). Wielu miejscowych właśnie tak posila się w ciągu dnia. Jest to znacznie tańsza i zdrowsza opcja niż korzystanie z hotelowych barów i restauracji

Tradycyjna kuchnia

Podstawowymi składnikami używanymi w kuchni gambijskiej są: ryż, kukurydza, orzeszki ziemne i proso. Powszechnie stosowana jest także pasta z orzeszków ziemnych. W gambijskich domach na śniadanie jada się afrykańską wersję owsianki, czyli chura gerrte – ryż gotowany z orzeszkami ziemnymi. Obiad (może być jedzony późno) to najważniejszy posiłek dnia. Najczęściej podaje się ryż z rodzajem gulaszu – mocno przyprawionym, aromatycznym sosem z dodatkiem warzyw, ryb lub mięsa. Rzadziej zamiast ryżu podaje się proso, kuskus, kassawę lub fufu. Posiłki, zwłaszcza na wsiach, jada się ze wspólnej misy, wokół której biesiadnicy siedzą na ziemi albo na drewnianej ławie. Danie jedzą umytą prawą ręką lub łyżką. Z uwagi na to, że Gambijczycy żyją z połowów w oceanie i w rzece, podaje się także smażone i wędzone ryby, ostrygi i krewetki. Warto jeść tu owoce morza – świeże i dorodne. Najpopularniejsze są elopsy, barrakudy, ryby maślane, homary czy duże atlantyckie krewetki.

Top 5 kuchni gambijskiej

Najpopularniejsze dania gambijskie, które znajdziemy w każdej restauracji z lokalną kuchnią. Są sycące, odżywcze i przygotowane ze świeżych składników z miejscowych upraw. To prawdziwa esencja tej ziemi.

1. Domoda – danie z kuchni Mandinka rozpowszechnione w całym kraju. Domo oznacza jedzenie, a da – gulasz. Domoda to potrawka na bazie masła orzechowego, pomidorów, cebuli i innych warzyw, z kawałkami jagnięciny, wołowiny, kurczaka lub ryby. Podawana z ryżem.
2. Benechin – danie z kuchni Wolof, jego nazwa wywodzi się z języka wolof i oznacza potrawę jednogarnkową. Potrawkę robi się z ryby lub wołowiny z dodatkiem wielu warzyw i świeżych ziół.
3. Yassa – potrawa znana z kuchni senegalskiej. Marynowany kurczak lub ryba mocno doprawiona cebulą i czosnkiem, z warzywami i sosem cytrynowym. Podawana z ryżem.
4. Mbahal – podstawą tego dania biedniejszej ludności Gambii są orzeszki ziemne i wędzona ryba. Najczęściej podawana z ryżem.
5. Superkanja/supa kanja – nazwa jest mieszaniną portugalskiego i języków zachodnioafrykańskich. Sopa, po portugalsku zupa, i kanja, co oznacza okrę (roślinę tropikalną z jadalnymi owocami). Gulasz z mięsa lub ryby i okry z dodatkiem cebuli i oleju palmowego. Potrawa jednogarnkowa podawana z ryżem.

źródło: turystyka.wp.pl

nasiona marihuany, nasiona konopi, thc

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

olej cbd

nasiona marihuany, nasiona konopi


Ta witryna jamaica.com.pl wykorzystuje pliki cookies.